Ostatnio o lataniu po świecie pisałem ponad cztery lata temu. Koniec roku 2025 sprzyja aktualizacji danych.

Kilka minionych wiosen nie było czasem specjalnie wypełnionym moją zagraniczną aktywnością turystyczną. Ale był to za to czas, w którym m.in. odwiedziłem Afrykę, spełniłem też swoje dwa podróżnicze marzenia – wyjazd do Gruzji w 2024 roku (tu głównie część zachodnia, Tbilisi celowo zostało na kolejną wyprawę) oraz do Stambułu jesienią 2025 roku. Stambuł zachwycił bardziej niż się spodziewałem. Ale o tym niedługo w kolejnym wpisie.
Różnych historii z turbulencjami, krążeniem nad lotniskiem i lądowaniem trochę się przez lata uzbierało, ale teraz, pierwszy raz przy twardym przyziemieniu w Stambule zdarzyło się, że tak dużo schowków na bagaże nad głowami pasażerów pootwierało się wskutek uderzenia samolotu o ziemię. Ciekawe, choć nie do końca miłe doświadczenie.
Trochę statystyk
Mój dziennik lotów pokazuje aktualnie, że spośród wszystkich startów i lądowań zdecydowana większość – 80 - to były loty międzynarodowe.
W czasie wszystkich powietrznych wypraw przemierzyłem w powietrzu do tej pory 131.528 km. To 3,3 razy okrążenia Ziemi i... 0,34 ;) razy okrążenie Księżyca.
Do tej pory na pokładach różnych statków powietrznych spędziłem 219 godzin i 39 minut swojego życia. To ponad 9 dni ciągiem w powietrzu.
Może by tak polecieć balonem?
Wśród linii lotniczych dominują LOT z Turkish Airlines (łącznie 46 lotów). Modele samolotów – klasyka, czyli Airbus 321 (12 razy) i Boeing 738 (11 razy). Zdarzył mi się też jeden z lotów Aerofłotem z Moskwy na ukraiński Krym na pokładzie ogromnego Ił-96. Załapałem się także na latanie historycznym, sowieckim An-24 nad pasmem górskim Tien-Szan :-)
Podsumowując. Na koniec 2025 roku mam na koncie 93 starty i lądowania. Stówka coraz bliżej i dobrze by było, żeby było to jakiś wyjątkowy lot – może balonem? Może szybowcem?
Na coś muszę się zdecydować. Chyba że udałoby się jeszcze trafić przelot Boeingiem 747 albo Airbusem 380. Pomarzyć można :-)












