1 | 2 | 3 | 4 | 5

Szukaj

Facebook

Na zdjęciu z Leninem

Propozycja wyjazdu do Kirgistanu w Azji Środkowej przyszła nieoczekiwanie. Wyjechałem w niedzielę 22 marca, wróciłem w poniedziałek 30 marca 2009 r. Po niewielkich perturbacjach związanych z pilnym zrobieniem nowego paszportu (bo stary stracił nagle ważność) pojawiło się pytanie: dokąd jadę?

 

Informacji o Kirgistanie, byłej republice radzieckiej, i codziennym życiu jego mieszkańców jest niewiele. Nawet w internecie.

Wieści z tego kraju, sąsiadującego z Chinami, pojawiają się w światowych agencjach wtedy, gdy dojdzie do katastrofy lotniczej albo trzęsienia ziemi.

Przed wylotem wiedziałem, że:

- mieszka tam 5 mln ludzi,

- wielu mieszkańców mówi po rosyjsku,

- w kraju tym żyje obok siebie wiele narodów - Kirgizów, Uzbeków, Tadżyków, Ujgurów, Baszkirów, Chińczyków i dziesiątki innych,

- wyłączają prąd w różnych godzinach,

- przy lotnisku Manas w Biszkeku jest baza wojskowa US Army,

- to kraj, którego większość powierzchni zajmują góry i w związku z tym jest miejscem chętnie eksplorowanym przez alpinistów,

- przelot miejscowymi liniami lotniczymi między stolicą - Biszkekiem a Osz może dostarczyć wielu wrażeń (wszystkie kirgiskie linie lotnicze znajdują się na tzw. czarnej liście UE - mają zakaz wykonywania przelotów do i z krajów unijnych).

Na miejscu okazało się, że:

- wyłączenia prądu są, oprócz ogłaszanych wcześniej godzin również o innych porach,

- bez względu na narodowość ludzie są bardzo serdeczni i przyjaźni,

- miejscowi słysząc, że jesteśmy z Polski często odpowiadali - Czterej pancerni i pies albo Bolek i Lolek,

- godzinny lot wysłużonym An-24 z Biszkeku do Osz nie jest taki straszny (alternatywa to ponad 10-godzinny przejazd samochodem przez góry),

- w restauracjach przyrządzają rewelacyjne szaszłyki z baraniny i dają też wyśmienite sałatki,

- na ogromnym bazarze w Osz można znaleźć wszystko,

- można zakochać się w smaku lepioszek - okrągłych, niewielkich, płaskich chlebków podawanych przed głównym posiłkiem na śniadanie, obiad i kolację,

- krajobrazy - masakra - a byliśmy na początku wiosny, kiedy dopiero przyroda budziła się po zimowym śnie.

Ktoś, kto chciałby wybrać się z Polski na turystyczną wyprawę do Kirgistanu, musi liczyć się z kosztami. Samolot z Warszawy do Biszkeku przez Stambuł i z powrotem to ok. 2 tys. zł. Również czas podróży nie jest bez znaczenia. Powrót z Osz do Krakowa (przez Biszkek, Stambuł, Warszawę) zajął nam 30 godzin. Do tego trzeba dodać wysokie ceny za nocleg w hotelu (100-200 zł za dobę). Na kwaterach jest taniej.

Natomiast utrzymanie nie jest drogie. Przykładowo za bardzo dobry, wielodaniowy obiad w centrum Biszkeku trzy osoby zapłaciły ok. 100 zł.

Zdecydowanie bardziej podobało mi się na południu w Osz niż w stolicy. Wspaniałe krajobrazy - to jedno, niesamowita mieszanka narodowości, a w związku z tym kultur i religii - to drugie.

Dzisiaj krótka, bo tygodniowa, wyprawa do Azji Środkowej to już historia. Wspominam ją z przyjaciółmi pijąc zieloną herbatę z pijałek zrobionych w uzbeckim Namanganie, a kupionych na oszskim bazarze. Sześć sztuk kruchej porcelany wraz z czajnikiem udało się szczęśliwie w całości przywieźć do kraju.

Zapraszam do obejrzenia fotograficznej relacji z pierwszego pobytu w Kirgistanie:

http://petersoon.pl/podroze/kirgistan-marzec-2009

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież