1 | 2 | 3

Szukaj

Facebook

Instagram

obrazek 2019a

Na zdjęciu z Leninem

Trudno mi dziś wyobrazić sobie jazdę na rowerze bez smartfona przy kierownicy. Bez pomiaru prędkości, przejechanych kilometrów itd. Ale też nie było mi łatwo znaleźć aplikację, która by działała bez zarzutu i posiadała wszystkie potrzebne funkcje.

na rowerze cobike 01

Zaczynałem od prostego, chińskiego licznika pokazującego dane o przebytej drodze na podstawie impulsów magnetycznych z małego magnesu przykręconego do szprychy. Po kilku wyjazdach radość się skończyła. Na ekranie zaczęły pojawiać się dane z kosmosu, magnes odpadł i tak skończyły się pomiary.

Rowerowe aplikacje – co wybrać?
Temat nie dawał mi spokoju. Zwłaszcza, że dysponuję smartfonem, co przecież dziś wyczynu żadnego nie stanowi. Parę lat już ma, ale sprawuje się bardzo dobrze. Skoro zatem tak się sprawy miały, zacząłem eksperymentować z aplikacjami.

Na początku kierowałem się tylko ich popularnością wśród użytkowników. Stąd najpierw w telefonie wylądowało Endomondo, potem Strava. Potem kolejne, których nazw już nawet nie pamiętam.

Efekt eksperymentowania był taki, że po dwóch trzech wyjazdach aplikacje odinstalowywałem. Przyczyna była bardzo prosta. Wszystkie miały problem z odczytem danych z GPS. Po prostu gubiły zasięg. Początkowo obstawiałem, że to ze względu na często mało dostępne okolice, po których pomykam na kole. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że pewnie z moim telefonem jest coś nie tak. Że skoro z wszystkimi aplikacjami jest problem, to pewnie mam walnięty moduł odpowiedzialny za GPS.

Najważniejsze wymagania
Ale też po tych doświadczeniach wiedziałem znacznie lepiej niż wcześniej, czego oczekuję jako rowerzysta po aplikacji.

To:
1. Prostota obsługi.
2. Podstawowe dane - prędkość w trakcie jazdy i średnia z trasy na koniec.
3. Liczba kilometrów i czas przejazdu.
4. Prawidłowe działanie.
Reszta to dla mnie gadżety, bez których śmiało się mogę obyć.

Nie planuję zmiany smartfona, więc przebyte dystanse zacząłem oceniać na podstawie zmęczenia mięśni nóg. Idealny okazał się ten, w którym po zejściu z trasy, na jej końcu, mogłem poczuć sympatyczne mrowienie w udach. Z wyliczeń (czas i przewidywana prędkość) wychodziło, że to około 15 km. Codziennie. Tak się staram.

CoBike daje radę
Nie pamiętam, w jakich okolicznościach, po wielu miesiącach od przedstawionych powyżej wydarzeń, trafiłem gdzieś w internetach na informację o kolejnej niby to wyśmienitej aplikacji dla rowerzystów.

Spróbuję – pomyślałem. A co tam ;) I tu niespodzianka.

na rowerze cobike 02


Zainstalowałem, używam kolejny tydzień z rzędu i faktycznie - jest bardzo dobra. Nawet telefoniczny moduł GPS, który nie chciał współpracować z innymi programami, ożył i gada bez zacięć.
To aplikacja o nazwie CoBike. Czyli licznik rowerowy i śledzenie trasy GPS. Co istotne, nie trzeba się nigdzie rejestrować i później logować. Działa od razu po instalacji i to działa bez zarzutu.

Jak wygląda, widać na obrazku powyżej. Widać też także część z oferowanych rowerzyście opcji. Dla mnie są w zupełności wystarczające.

Dobra. CoBike ściął się raz. Ale to skutek nieczyszczenia i niewyłączania telefonu od bardzo dawna.

Czy polecam? Oczywiście, bo dobrymi rozwiązaniami zdecydowanie trzeba się dzielić.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież